Opowiem Ci dzisiaj Lisie, Ważko, Kotko, Wilku i Tygrysie o Królowej Motyli, którą za wiele, wiele lat spotka na swej drodze Księżniczka. Chcesz posłuchać?
Na początek świerszcze, muzyka! http://www.youtube.com/watch?v=j6Phs898rcY
Królowa Motyli zanim stała się tym kim jest dzisiaj była zwykłą, nastoletnią marzycielką. Jej ojciec był niezbyt dobrym opiekunem, rubasznym obibokiem i pijakiem. Matka zaś prostą szwaczką, która tak naprawdę utrzymywała całą rodzinę za nędzną pensję. Wiedziała, że mąż był jej niewierny, jednak nie potrafiła tego w żaden sposób zmienić. Miast tego błagała Boga, aby uczynił jej córkę niezależną i szczęśliwą.
Tymczasem ojciec nastoletniej marzycielki miał inne plany w stosunku do niej. Na jednej z pijackich biesiad, poznał on bowiem bogatego kupca, który właśnie przybył z dalekiego wschodu w poszukiwaniu nowej żony do swojego haremu. Tej nocy ojciec przyprowadził kupca do skromnego domostwa, w którym mieszkał wraz z żoną i córką. Bogaty kupiec nazywał się Rahid. I był obrzydliwie nieskromny. Jego złociste pantofle od niechcenia przekroczyły próg chatki. Rzekł więc do ojca – Panie, przyprowadź mi jeno kandydatkę na żonę. Matka z przerażeniem wstała natychmiast z bujanego fotela, na którym dziergała właśnie nową halkę dla córki i zaskakując samą siebie próbowała powstrzymać męża przed wejściem do maleńkiej komórki, w której kąpała się córka. Jednakże pijany ojciec odepchnął matkę, ta zaś upadła na podłogę rozbijając sobie łuk brwiowy i brocząc krwią. Po chwili z komórki dobiegło głośne chlupnięcie, słychać było szarpaninę i krzyki nastolatki. Po chwili we framudze drzwi pojawił się ojciec, trzymając silną ręką drobną nastolatkę.
Rahid pożarł Laureen (tak ją nazwijmy w tej opowieści) wzrokiem, niczym wilk czający się na swoją ofiarę. Dla niego było to spełnienie wszelkich perwersyjnych marzeń mężczyzny ze wschodu. Miała na sobie tylko mokry, szary ręcznik, jej skóra była mlecznobiała, zaś włosy jedwabiste i złote niczym zboże. Tak, pomyślał, to idealna kandydatka na żonę. Na chwilę nawet zatopił się w jej szmaragdowym spojrzeniu niewinnych oczu. Rzucił w stronę ojca pękatą, brudną sakwę, ten zaś popchnął w jego stronę młodziutką Laureen. Matka próbowała protestować, lecz ojciec skutecznie uciszył ją kopniakiem w brzuch. Zwymiotowała na posadzkę. Dziewczyna wybłagała Rahida, by pozwolił jej pożegnać się z ukochaną matką, wtenczas pójdzie z nim i zrobi wszystko o czym ten zamarzy.
Pożegnanie córki z matką nie było dramatyczne. Nie było smutne. Było właściwie… nie wiadomo jakie, gdyż nikogo przy nich wówczas nie było i nie ma żywej duszy, która opowiedziałaby nam co się wtedy wydarzyło. Wiem tylko, że matka przyznała się córce, iż nie jest ona córką ojca, lecz pewnego wędrowca, którego spotkała na swej drodze kiedy była już małżonką ojca. Powiedziała jej także, jak sądzę, o tym, że nigdy nie chciała jej urodzić przerażona tym co mąż mógłby jej zrobić dowiedziawszy się, że jest owocem jej zdrady. Jej kochanek, tajemniczy mężczyzna, wydawałoby się z innego świata zniknął bez śladu, zaś ona została brzemienna. Wtedy spotkała na swej drodze kolejną osobę, była nią stara cyruliczka, która obiecała matce, że pomoże jej pozbyć się niechcianego dziecka. Na drogę dała dziewczynie tajemniczy specyfik. Zagroziła, że musi zjeść wszystkie zawarte w nim „cukierki”, na każdy kolejny dzień jedną pigułkę, w przeciwnym wypadku nie tylko urodzi zdeformowane dziecko, ale i obdarzy je straszliwą klątwą. Matka przyjęła pierwszą porcję tajemniczych tabletek, jednak po drodze do domu trafiła do gospody, w której postanowiła zatrzymać się i napić chłodnej wody ze studni. Pijąc wodę z wiadra znów spotkała jego. Tajemniczego, prawdziwego ojca dziewczyny. Rzekł do niej tylko kilka słów i nawet nie zdołała mu odpowiedzieć nim zniknął. Obdarzyłem Cię Pani darem. Dałem Ci coś pięknego, co sama możesz ukształtować. Ty zaś odbierasz Jej szansę? Nigdy więcej się już nie spotkamy. Lecz pozwól jej przeobrazić się w motyla.
Matka nie wiedziała czy cała ta sprawa jej się przyśniła, przez kolejnych kilka dni wciąż zażywała tabletki, aż któregoś dnia postanowiła je pozostawić, pozwolić dziecku się urodzić, niezależnie czy spotka je klątwa i deformacja. Schowała tabletki w najciemniejszy kąt domostwa z zamiarem nie zaglądania tam już nigdy więcej. Córka słuchała jej opowieści w skupieniu, wyzierając spod złocistej, gęstej grzywki szmaragdowymi oczami. Matko, rzekła do niej wciąż z filuternym uśmiechem na twarzy, ja wiem, że on nie jest moim ojcem. Lecz i Ty nie jesteś moją matką. Urodziłaś mnie, bo taka była wola jego. Lecz nie pragnęłaś takiej córki jaką jestem. Wierzyłaś, że jego dziecko będzie nadzwyczajne, a ja rzeczywiście jestem obdarzona klątwą i dopóki nie umrę będę nieszczęśliwa. Ale to już niedługo najdroższa matko. I nie martw się, nie lękam się. Podeszła do najciemniejszego, zapomnianego schowka w chatce, wyciągnęła z niego zwitek nadgryzionego przez mole materiału. Matka momentalnie rozpoznała w nim futerał z tabletkami od starej cyruliczki. Laureen otworzyła go, po czym wysypała z niego całą zawartość. Ku zdumieniu matki nie wyleciały z niej jednak białe pigułki, które zażywała wcześniej lecz zupełnie martwe, sypiące się ze starości motyle. Widzisz matko? Zapłaciłaś cyruliczce za poczwarki motyli. Które wykluły się i zmarły w worku, w którym je dostałaś. Część z nich jednak zjadłaś i ta część pływa w moich żyłach. Jedzą mnie od 19 lat od środka, próbując się wydostać. A teraz patrz… Dziewczyna wyciągnęła palec w stronę martwego owada, który jakby otoczony jakąś magiczną mocą drgnął. Nagle jego sczerniałe skrzydełka zaczęły nabierać bajkowych kolorów, po czym strząsnął z nich pyłek i zaczął latać nad głową Laureen. Matka patrzyła na córkę z przerażeniem i łzami w oczach. Tak, chyba tak właśnie musiały się rozstać…
Laureen ubrała się po czym powędrowała z bogatym kupcem do jego karocy, a wraz z karocą wyruszyli na daleki wschód, w kierunku złotych wież. Tu jednak nie kończy się nasza historia. Ponieważ po drodze Rahid postanowił zatrzymać się w jednej z przydrożnych gospód i pobiesiadować z podróżnikami. Przedstawiał wszystkim swoją piękną, młodziutką żonę. Na tym weselu Laureen rozpoznała w tłumie swego tajemniczego ojca. Wyglądał dokładnie tak w opowieści matki. Miał pociągłą twarz i fioletowe oczy. Ostre rysy twarzy i smukłe ciało. Długimi, złotymi włosami zakrywał nieforemne, szpiczaste uszy. Odziany był zwyczajnie, jak wojownik, który dawno nie był w domu. On również rozpoznał od razu w niej swoją córkę, swój dar.
A teraz drogi Lisie, Ważko, Kotko, Wilku i Tygrysie przechodzimy do napisów końcowych… http://www.youtube.com/watch?v=XnIUVHtLC08&feature=fvw
Ach, więc Pan jest moim ojcem, rzekła spokojnie, podwijając mankiet ozdobnego płaszcza i poprawiając zapięcie. Mężczyzna patrzył na nią ufnym, rozbawionym wzrokiem. Większość czasu poświęcił na obserwowanie zabawnego, fioletowego motyla siedzącego na ramieniu Laureen. Kiedy odpowiedział, w pierwszym momencie nie zrozumiała ani słowa. Poprosiła by powtórzył, lecz w tej samej chwili zrozumiała cały sens tego co chciał powiedzieć… Tak. Cieszę się, że w końcu się spotykamy, moja biedne, ludzkie dziecko. Dziewczyna zamrugała zszokowana. Potem długo mówiła o tym, iż chciałaby się uwolnić, wyswobodzić od męża, który traktuje ją niczym nową kozę czy owcę hodowlaną, eksponat, obiekt triumfu mężczyzny nad kobietą, bogacza nad biedotą, sadysty nad sierotą. Tajemniczy ojciec patrzył na nią wciąż z rozbawieniem, gdy zorientowała się, że trzyma on w dłoni mieniącą się tysiącem odcieni szarości chustkę. To mój prezent dla Ciebie córko. Gdy ją założysz zostaniesz nowo narodzoną driadą, królową motyli, panią życia. Nie możesz dorosnąć, nigdy nie możesz zostać pojętą przez mężczyznę. Dziewczyna rozpromieniła się po czym wzięła prezent z rąk ojca. Nigdy tego nie mówił, ale ja wiem i wy z pewnością też to wiecie, że gdy zabrała od niego prezent jego ciemne serce napełniło się smutkiem. Będzie zawsze żyła efemerycznie i w ciemnościach, lgnąć do ludzi niczym ćmy do światła, zadając im odwieczne cierpienia. Pomyślał. Będzie zawsze nienarodzoną córką sidhe. Bękartem i wyrzutkiem każdego społeczeństwa. Nikt nigdy jej nie pokocha, zaś każdy będzie jej pożądał. Córka zrodzona z kobiety, sidhe i motyli. Lecz któż to wie? Tak rodzą się bogowie.
Tego wieczora przygotowała kąpiel dla męża, który wrócił późną nocą uwalony jak świnia. Zamiast chcieć się kąpać zażyczył sobie spędzić noc z młodziutką, ledwie poślubioną żoną. Ta jednak odmówiła mu, co niezmiernie rozzłościło bogacza. Zaczął jej wypominać, że dał jej wszystko o czym kobieta mogłaby marzyć, po czym bezczelnie rzucił się na nią. W trakcie szamotaniny coś małego, i fioletowego wpadło mu do oka. Kiedy się ocknął zobaczył Laureen stojącą na krawędzi balkonu. Laureen, najdroższa żono, cóż czynisz? Wybacz mi moje chamstwo, kocham Cię. Nie czyń tego! Krzyczał. Laureen spojrzała zaś na niego wielkimi, szmaragdowymi oczyma, wychylając głowę zza ramienia. Otaczały ją setki, jeśli nie tysiące kolorowych motyli. Mężu, nie kochasz mnie lecz pożądasz. Nigdy nie będę Twoja. Dziś ubiorę prezent ślubny od mego ojca. W jej dłoni błysnęła stal. Oczy Rahida rozszerzyły się w przerażeniu, zaczął biec w stronę balustrady. Nim jednak zdołał złapać żonę, ta owinęła szybkim, zręcznym ruchem apaszkę wokół szyi. Nikt nigdy nie dowiedział się, że szmaragdowe oczy Laureen były niemalże ślepe. Matka Laureen próbując pozbyć się dziecka poważnie uszkodziła wzrok i płat potyliczny dziewczyny, przez co widziała całe życie jak przez mgłę. Gdy wzięła od ojca prezent była święcie przekonana, że otrzymała przepiękną, srebrną apaszkę. Dopiero zaciskając ją wokół szyi uzmysłowiła sobie, że prezentem od ojca była tnąca, metalowa garota. Nie było jej smutno. Rozumiała swoje przeznaczenie.
Spadała. Jeszcze przez chwilę była Laureen. Widziała za balustradą balkonu płaczącego, przerażonego Rahida. Potem wraz z uderzeniem o miękką, tak.. miękką ziemię poczuła przypływ siły. Wniknęła w ziemię, była tam dokładnie trzy sekundy. Dokładnie tyle ile potrzeba, aby zyskać nieśmiertelną duszę.
Rahid zawiadomił odpowiednie służby o śmierci małżonki. Jednakże nie był w stanie wyjaśnić cóż stało się z jej ciałem. Sam fanatycznie powtarzał, iż w chwili uderzenia o ziemię jej ciało rozpadło się na tysiące maleńkich, wielobarwnych motyli. Krótki czas później został skierowany do jednej z cyruliczek badających obłąkanych. Cyruliczka dała mu napar z nieznanych mu ziół, po czym przerażony Rahid zasnął i już nigdy się nie obudził.
Myślisz, że to bujda Lisie, Ważko, Kotko, Wilku i Tygrysie? Nic bardziej mylnego. Ostatnio znów widziano Królową Motyli tańczącą pośród innych driad, przynosząc zgubę wędrowcom, podróżnikom, mężczyznom, kobietom i dzieciom. Zawsze skrywa twarz za wachlarzem utkanym z motylich skrzydeł, zawsze śmieje się perliście, gdy ktoś prosi ją o pomoc. Nigdy nie zatrzymuje się na pogawędkę, wiecznie gnana zapachem kwiatów do przodu, do przodku, do przodu…. byle nie oglądać się za siebie
Dedykuję mojej ukochanej siostrze w drugą rocznicę zwycięskiej walki z chorobą.
Szary Ptak
22 czerwca 2009 roku.