Pożegnanie

Księżniczka siedziała z kotem na kolanach, wpatrując się w iskrzące ognie kominka.

- Muszę zrezygnować z Pańskich usług Maharadżo. Nie są mi potrzebne Pańskie wymyślne światy. Zadowolę się tym tutaj. Nie najszczególniejszym. Będę tu pielęgnować kwiaty i doglądać kóz.

Sztuka Wojny Sun Zi

„Muszę sobie radzić sama przez ten cały pusty czas bez Ciebie, teraz nauczyłam się szanować swoją samotność”

A. Chylińska

Jej przyjaciel jest fałszywy do bólu. Ale cóż, każdy ulega urokom Modliszek. Od czasu do czasu każda kobieta ma w sobie coś z Modliszki, jedne rodzą się takie inne rodzą się Księżniczkami. Modliszki nie mają przyjaciół, ponieważ nikt im nie ufa. Budzą się w objęciach fałszywego przyjaciela, który mówi i szepce przebiegłym Elfom, że lubią się bawić Książętami z bajek. Że bawią się księciem z bajki. Mówią i pokazują fragmenty rozmów. Książę z bajki ucieka do swojej krainy, zamienia się w prostego rabusia i kryje po kątach.

Pamiętaj, Księżniczki nie zapominają.

Bal na krańcu gwiazd

Któregoś dnia kiedy słońce dawno już zaszło, a na niebie górował srebrzysty krążek, przypominający ćwierćdolarówkę, pewien Wilk wraz z zaprzyjaźnionymi zwierzętami zabrał Księżniczkę na bal. Bal był niesłychanie wystawny. Na kolację podano pieczonego dzika, nadziewanego jabłkami z najdalszych francuskich ogrodów, z których wylewał się miód i wino. W złocistych kielichach przelewały się najdroższe trunki tej krainy. Wilk brylował wśród swoich przyjaciół, a i Księżniczka odnalazła kilka znajomych twarzy.

Księżniczkę co chwila dżentelmeni porywali do tańca i była szczęśliwa. Jednak nagle wśród tańczących dostrzegła Potwora z najgłębszych zakamarków umysłu, prawdziwego mordercę, Rekina uśmiechającego się do niego szeregiem kłów w metalowej szczęce. Jej serce zadrżało, powiodła więc wzrokiem po sali balowej, lecz jej oczy nie dostrzegły nigdzie Wilka.

W panice wybiegła z pałacu szukając ratunku, oskarżając Wilka, ze wciągnął ją w tak złe towarzystwo, że nie jest jej obrońcą lecz oszustem, któremu nie można ufać. Była rozgoryczona.

Lecz wczorajszej nocy, gdy znów spojrzała w gwiazdy, dostrzegła księżyc, uśmiechający się z politowaniem. Zrozumiała, że Wilk musiał odejść zgodnie ze swoim instynktem. Pobiegł w las, by znaleźć najwyższą górę i co tchu wyć do ćwierćdolarówki w pełni.

Koniec

- To było wołanie o pomoc – powiedziała Księżniczka.
- Nie, Księżniczko, to była ostatnia deska ratunku. – Odpowiedział cichutko Szary Ptak.

Niebawem nadejdzie zaćmienie słońca, całkowite zaćmienie słońca. Ziemię pokryją znów wulkany, rozpoczną się wojny i zamieszki. Czas spalić kolejny dom.

Królowa Motyli

Opowiem Ci dzisiaj Lisie, Ważko, Kotko, Wilku i Tygrysie o Królowej Motyli, którą za wiele, wiele lat spotka na swej drodze Księżniczka. Chcesz posłuchać?

Na początek świerszcze, muzyka! http://www.youtube.com/watch?v=j6Phs898rcY

Królowa Motyli zanim stała się tym kim jest dzisiaj była zwykłą, nastoletnią marzycielką. Jej ojciec był niezbyt dobrym opiekunem, rubasznym obibokiem i pijakiem. Matka zaś prostą szwaczką, która tak naprawdę utrzymywała całą rodzinę za nędzną pensję. Wiedziała, że mąż był jej niewierny, jednak nie potrafiła tego w żaden sposób zmienić. Miast tego błagała Boga, aby uczynił jej córkę niezależną i szczęśliwą.

Tymczasem ojciec nastoletniej marzycielki miał inne plany w stosunku do niej. Na jednej z pijackich biesiad, poznał on bowiem bogatego kupca, który właśnie przybył z dalekiego wschodu w poszukiwaniu nowej żony do swojego haremu. Tej nocy ojciec przyprowadził kupca do skromnego domostwa, w którym mieszkał wraz z żoną i córką. Bogaty kupiec nazywał się Rahid. I był obrzydliwie nieskromny. Jego złociste pantofle od niechcenia przekroczyły próg chatki. Rzekł więc do ojca – Panie, przyprowadź mi jeno kandydatkę na żonę. Matka z przerażeniem wstała natychmiast z bujanego fotela, na którym dziergała właśnie nową halkę dla córki i zaskakując samą siebie próbowała powstrzymać męża przed wejściem do maleńkiej komórki, w której kąpała się córka. Jednakże pijany ojciec odepchnął matkę, ta zaś upadła na podłogę rozbijając sobie łuk brwiowy i brocząc krwią. Po chwili z komórki dobiegło głośne chlupnięcie, słychać było szarpaninę i krzyki nastolatki. Po chwili we framudze drzwi pojawił się ojciec, trzymając silną ręką drobną nastolatkę.

Rahid pożarł Laureen (tak ją nazwijmy w tej opowieści) wzrokiem, niczym wilk czający się na swoją ofiarę. Dla niego było to spełnienie wszelkich perwersyjnych marzeń mężczyzny ze wschodu. Miała na sobie tylko mokry, szary ręcznik, jej skóra była mlecznobiała, zaś włosy jedwabiste i złote niczym zboże. Tak, pomyślał, to idealna kandydatka na żonę. Na chwilę nawet zatopił się w jej szmaragdowym spojrzeniu niewinnych oczu. Rzucił w stronę ojca pękatą, brudną sakwę, ten zaś popchnął w jego stronę młodziutką Laureen. Matka próbowała protestować, lecz ojciec skutecznie uciszył ją kopniakiem w brzuch. Zwymiotowała na posadzkę. Dziewczyna wybłagała Rahida, by pozwolił jej pożegnać się z ukochaną matką, wtenczas pójdzie z nim i zrobi wszystko o czym ten zamarzy.

Pożegnanie córki z matką nie było dramatyczne. Nie było smutne. Było właściwie… nie wiadomo jakie, gdyż nikogo przy nich wówczas nie było i nie ma żywej duszy, która opowiedziałaby nam co się wtedy wydarzyło. Wiem tylko, że matka przyznała się córce, iż nie jest ona córką ojca, lecz pewnego wędrowca, którego spotkała na swej drodze kiedy była już małżonką ojca. Powiedziała jej także, jak sądzę, o tym, że nigdy nie chciała jej urodzić przerażona tym co mąż mógłby jej zrobić dowiedziawszy się, że jest owocem jej zdrady. Jej kochanek, tajemniczy mężczyzna, wydawałoby się z innego świata zniknął bez śladu, zaś ona została brzemienna. Wtedy spotkała na swej drodze kolejną osobę, była nią stara cyruliczka, która obiecała matce, że pomoże jej pozbyć się niechcianego dziecka. Na drogę dała dziewczynie tajemniczy specyfik. Zagroziła, że musi zjeść wszystkie zawarte w nim „cukierki”, na każdy kolejny dzień jedną pigułkę, w przeciwnym wypadku nie tylko urodzi zdeformowane dziecko, ale i obdarzy je straszliwą klątwą. Matka przyjęła pierwszą porcję tajemniczych tabletek, jednak po drodze do domu trafiła do gospody, w której postanowiła zatrzymać się i napić chłodnej wody ze studni. Pijąc wodę z wiadra znów spotkała jego. Tajemniczego, prawdziwego ojca dziewczyny. Rzekł do niej tylko kilka słów i nawet nie zdołała mu odpowiedzieć nim zniknął. Obdarzyłem Cię Pani darem. Dałem Ci coś pięknego, co sama możesz ukształtować. Ty zaś odbierasz Jej szansę? Nigdy więcej się już nie spotkamy. Lecz pozwól jej przeobrazić się w motyla.

Matka nie wiedziała czy cała ta sprawa jej się przyśniła, przez kolejnych kilka dni wciąż zażywała tabletki, aż któregoś dnia postanowiła je pozostawić, pozwolić dziecku się urodzić, niezależnie czy spotka je klątwa i deformacja. Schowała tabletki w najciemniejszy kąt domostwa z zamiarem nie zaglądania tam już nigdy więcej. Córka słuchała jej opowieści w skupieniu, wyzierając spod złocistej, gęstej grzywki szmaragdowymi oczami. Matko, rzekła do niej wciąż z filuternym uśmiechem na twarzy, ja wiem, że on nie jest moim ojcem. Lecz i Ty nie jesteś moją matką. Urodziłaś mnie, bo taka była wola jego. Lecz nie pragnęłaś takiej córki jaką jestem. Wierzyłaś, że jego dziecko będzie nadzwyczajne, a ja rzeczywiście jestem obdarzona klątwą i dopóki nie umrę będę nieszczęśliwa. Ale to już niedługo najdroższa matko. I nie martw się, nie lękam się. Podeszła do najciemniejszego, zapomnianego schowka w chatce, wyciągnęła z niego zwitek nadgryzionego przez mole materiału. Matka momentalnie rozpoznała w nim futerał z tabletkami od starej cyruliczki. Laureen otworzyła go, po czym wysypała z niego całą zawartość. Ku zdumieniu matki nie wyleciały z niej jednak białe pigułki, które zażywała wcześniej lecz zupełnie martwe, sypiące się ze starości motyle. Widzisz matko? Zapłaciłaś cyruliczce za poczwarki motyli. Które wykluły się i zmarły w worku, w którym je dostałaś. Część z nich jednak zjadłaś i ta część pływa w moich żyłach. Jedzą mnie od 19 lat od środka, próbując się wydostać. A teraz patrz… Dziewczyna wyciągnęła palec w stronę martwego owada, który jakby otoczony jakąś magiczną mocą drgnął. Nagle jego sczerniałe skrzydełka zaczęły nabierać bajkowych kolorów, po czym strząsnął z nich pyłek i zaczął latać nad głową Laureen. Matka patrzyła na córkę z przerażeniem i łzami w oczach. Tak, chyba tak właśnie musiały się rozstać…

Laureen ubrała się po czym powędrowała z bogatym kupcem do jego karocy, a wraz z karocą wyruszyli na daleki wschód, w kierunku złotych wież. Tu jednak nie kończy się nasza historia. Ponieważ po drodze Rahid postanowił zatrzymać się w jednej z przydrożnych gospód i pobiesiadować z podróżnikami. Przedstawiał wszystkim swoją piękną, młodziutką żonę. Na tym weselu Laureen rozpoznała w tłumie swego tajemniczego ojca. Wyglądał dokładnie tak w opowieści matki. Miał pociągłą twarz i fioletowe oczy. Ostre rysy twarzy i smukłe ciało. Długimi, złotymi włosami zakrywał nieforemne, szpiczaste uszy. Odziany był zwyczajnie, jak wojownik, który dawno nie był w domu. On również rozpoznał od razu w niej swoją córkę, swój dar.

A teraz drogi Lisie, Ważko, Kotko, Wilku i Tygrysie przechodzimy do napisów końcowych… http://www.youtube.com/watch?v=XnIUVHtLC08&feature=fvw

Ach, więc Pan jest moim ojcem, rzekła spokojnie, podwijając mankiet ozdobnego płaszcza i poprawiając zapięcie. Mężczyzna patrzył na nią ufnym, rozbawionym wzrokiem. Większość czasu poświęcił na obserwowanie zabawnego, fioletowego motyla siedzącego na ramieniu Laureen. Kiedy odpowiedział, w pierwszym momencie nie zrozumiała ani słowa. Poprosiła by powtórzył, lecz w tej samej chwili zrozumiała cały sens tego co chciał powiedzieć… Tak. Cieszę się, że w końcu się spotykamy, moja biedne, ludzkie dziecko. Dziewczyna zamrugała zszokowana. Potem długo mówiła o tym, iż chciałaby się uwolnić, wyswobodzić od męża, który traktuje ją niczym nową kozę czy owcę hodowlaną, eksponat, obiekt triumfu mężczyzny nad kobietą, bogacza nad biedotą, sadysty nad sierotą. Tajemniczy ojciec patrzył na nią wciąż z rozbawieniem, gdy zorientowała się, że trzyma on w dłoni mieniącą się tysiącem odcieni szarości chustkę. To mój prezent dla Ciebie córko. Gdy ją założysz zostaniesz nowo narodzoną driadą, królową motyli, panią życia. Nie możesz dorosnąć, nigdy nie możesz zostać pojętą przez mężczyznę. Dziewczyna rozpromieniła się po czym wzięła prezent z rąk ojca. Nigdy tego nie mówił, ale ja wiem i wy z pewnością też to wiecie, że gdy zabrała od niego prezent jego ciemne serce napełniło się smutkiem. Będzie zawsze żyła efemerycznie i w ciemnościach, lgnąć do ludzi niczym ćmy do światła, zadając im odwieczne cierpienia. Pomyślał. Będzie zawsze nienarodzoną córką sidhe. Bękartem i wyrzutkiem każdego społeczeństwa. Nikt nigdy jej nie pokocha, zaś każdy będzie jej pożądał. Córka zrodzona z kobiety, sidhe i motyli. Lecz któż to wie? Tak rodzą się bogowie.

Tego wieczora przygotowała kąpiel dla męża, który wrócił późną nocą uwalony jak świnia. Zamiast chcieć się kąpać zażyczył sobie spędzić noc z młodziutką, ledwie poślubioną żoną. Ta jednak odmówiła mu, co niezmiernie rozzłościło bogacza. Zaczął jej wypominać, że dał jej wszystko o czym kobieta mogłaby marzyć, po czym bezczelnie rzucił się na nią. W trakcie szamotaniny coś małego, i fioletowego wpadło mu do oka. Kiedy się ocknął zobaczył Laureen stojącą na krawędzi balkonu. Laureen, najdroższa żono, cóż czynisz? Wybacz mi moje chamstwo, kocham Cię. Nie czyń tego! Krzyczał. Laureen spojrzała zaś na niego wielkimi, szmaragdowymi oczyma, wychylając głowę zza ramienia. Otaczały ją setki, jeśli nie tysiące kolorowych motyli. Mężu, nie kochasz mnie lecz pożądasz. Nigdy nie będę Twoja. Dziś ubiorę prezent ślubny od mego ojca. W jej dłoni błysnęła stal. Oczy Rahida rozszerzyły się w przerażeniu, zaczął biec w stronę balustrady. Nim jednak zdołał złapać żonę, ta owinęła szybkim, zręcznym ruchem apaszkę wokół szyi. Nikt nigdy nie dowiedział się, że szmaragdowe oczy Laureen były niemalże ślepe. Matka Laureen próbując pozbyć się dziecka poważnie uszkodziła wzrok i płat potyliczny dziewczyny, przez co widziała całe życie jak przez mgłę. Gdy wzięła od ojca prezent była święcie przekonana, że otrzymała przepiękną, srebrną apaszkę. Dopiero zaciskając ją wokół szyi uzmysłowiła sobie, że prezentem od ojca była tnąca, metalowa garota. Nie było jej smutno. Rozumiała swoje przeznaczenie.

Spadała. Jeszcze przez chwilę była Laureen. Widziała za balustradą balkonu płaczącego, przerażonego Rahida. Potem wraz z uderzeniem o miękką, tak.. miękką ziemię poczuła przypływ siły. Wniknęła w ziemię, była tam dokładnie trzy sekundy. Dokładnie tyle ile potrzeba, aby zyskać nieśmiertelną duszę.

Rahid zawiadomił odpowiednie służby o śmierci małżonki. Jednakże nie był w stanie wyjaśnić cóż stało się z jej ciałem. Sam fanatycznie powtarzał, iż w chwili uderzenia o ziemię jej ciało rozpadło się na tysiące maleńkich, wielobarwnych motyli. Krótki czas później został skierowany do jednej z cyruliczek badających obłąkanych. Cyruliczka dała mu napar z nieznanych mu ziół, po czym przerażony Rahid zasnął i już nigdy się nie obudził.

Myślisz, że to bujda Lisie, Ważko, Kotko, Wilku i Tygrysie? Nic bardziej mylnego. Ostatnio znów widziano Królową Motyli tańczącą pośród innych driad, przynosząc zgubę wędrowcom, podróżnikom, mężczyznom, kobietom i dzieciom. Zawsze skrywa twarz za wachlarzem utkanym z motylich skrzydeł, zawsze śmieje się perliście, gdy ktoś prosi ją o pomoc. Nigdy nie zatrzymuje się na pogawędkę, wiecznie gnana zapachem kwiatów do przodu, do przodku, do przodu…. byle nie oglądać się za siebie

Dedykuję mojej ukochanej siostrze w drugą rocznicę zwycięskiej walki z chorobą.

Szary Ptak

22 czerwca 2009 roku.

Prawda.

Słońce wstawało nad Doliną Marzeń, kiedy rozległy się pierwsze ptasie trele. Na poszarpanym kocu, nieopodal wolno płynącej rzeki siedziały dwie postaci. Jednym z nich był niewysoki mężczyzna o wilczej aparycji, drugim była młoda, zaledwie 16letnia dziewczyna w pięknej, choć nieco zniszczonej, aksamitnej sukience. Jedli właśnie śniadanie, gdy ona krzyknęła z zachwytem..
- Patrz Szarzasty! Kolorowe ptaki wydziobują sobie pokarm z dziobów!
- Daj spokój Księżniczko, zachowujesz się jakbyś nigdy wcześniej tego nie widziała. Ochłapy codzienności, ot co sobie wydziobują. – rzekł swoim standardowym, cynicznym tonem mężczyzna.
- Niezupełnie rozumiem Wilku. Mógłbyś mówić jaśniej?
To samo robią Twoi przyjaciele na każdym kroku. Żyją Twoim życiem, bo ich wydaje się im zbyt banalne. Lubią to. To sprawia, że mogą poczuć ten boski wiatr, który Ty odczuwasz stąpając po łąkach Kraju Elfów. Żar, który depczesz chodząc po spękanych, gorących węglach Kraju Ifrytów. Od kiedy zniszczyłaś ostatni świat całkiem sporo zdążyło się odbudować, prawda? – Zapytał z goryczą w głosie mężczyzna nazywany Wilkiem.
- Doprawdy nie wiem skąd te insynuacje Szarzasty. Przecież jesteś tylko wilkiem. Co Ty możesz wiedzieć o świecie – Oburzyła się buńczucznie dziewczyna, splatając dłonie w geście „bardzo złej i obrażonej księżniczki”.
- Już zdążyłaś zapomnieć, że Twój ojciec wysłał mnie w ślad za Tobą, abym Cię dopadł i przyprowadził przed jego Wszechmogące oblicze?
- Nie, Wilku, ale jaki to ma związek?
- Taki związek, że zamiast Cię przyprowadzić to pomogłem Ci to wszystko zniszczyć, ukryć się przed całym tym złem, a Ty i tak pozwalasz sobie na popełnianie znów tych samych…
- Błędów? Chcesz powiedzieć, że moje miłosierdzie jest złe?
- Nie jest złe. Jest piękne… i takie naiwne…

Po tym zdaniu Księżniczka usiadła samotnie nad brzegiem rzeki, pochlipując spokojnie. O tak, kolejny raz, stary wyleniały wilk miał rację. Ona nie może uciec od świata, ponieważ tworzy go na każdym kroku, naśladując wzory zaznane w dzieciństwie..

Zmierzch Bogów

- Doprawimy tutaj, podsmażymy na niskotłuszczowym oleju, dodamu nieco czosnku, imbiru, orzechów i papryki. Na koniec zalejemy białym, wytrawnym winem! – Zakwiczała białowłosa czarownica z wielką brodawką na długim, krzywym nosie.

- Mylisz się moja droga – Wrzucił ni stąd ni zowąd stojacy obok mężczyzna w białych rękawiczkach – nie możemy dodawać białego wina! Dodaj metaxę.

- Mówisz jak jeden z moich ulubionych studentów, Panie Time.

Zaplątani w liny mostów

 

Zaplątani w liny mostów.

 

    „Do tej pory pamiętam jak przemierzaliśmy miasto naszych przodków spleceni czerwonym węzłem. Ona – Księżniczka, ja Półbóg. To było coś fantastycznego. Wokół unosiła się muzyka… pianino i zmysłowy szept kobiety. Miasto przyspieszało z każdym krokiem. Teraz wiem, gdzie było ulokowane. Wisiało koronach przyrzecznych drzew i krzewów. Wielka Rzeka niosąca życie z Królestwa Niebios przepływała pod Miastem Leniwych Mostów. Łódki z gigantycznych liści orchidei przewoziły dystyngowane Panie i Panów, a my tańczyliśmy wśród nich spleceni czerwoną liną. Była wiosna, a ona nigdy nie była mi przyobiecana. Ubierała się w czerwoną sukienkę i nakładała karmazynową maskę na twarz, by ukryć swe nieziemskie pochodzenie. Król Łabędzi niezmiernie rzadko pokazywał się w pełni krasy swemu chochliczemu ludowi. Księżniczka jednak nie bała się krążenia po tych ulicach, wiszących na babim lecie mostów i kładek.”

    Artemis.

 

Kiedy ślęczała nad księgami przyglądała się twarzom bogów. Wiedziała, że mogą wiele. Układa im nowe, bardziej przyjazne imiona. Przekręcała je i żartowała sobie z nich. Po śmierci Artemisa wiedziała, że w końcu odrodzi się w nowym ciele, z nowym imieniem. Dzień w którym ojciec zrównał z ziemią Miasto Leniwych Mostów nie był dla niej tragedią. I tak zawsze czuła się w nim źle i wyobcowanie. Zachwycało – owszem. Okrągłe i fikuśne dachy budynków zmuszały do zadzierania głowy. Wielu uliczników prosiło o zapomogę. Nic nie działało jednak gorzej jak każdy wyjazd z tego miasta, każda chwila zwątpienia, każda kolejna czara goryczy. Z przyjemnością opowiadała o swojej nikczemnej znajomości z chełpiącym się półboskim pochodzeniem Artemisem. Każdy jednak wiedział, że jak każdy kot ma on tylko dziewięć żyć i całkiem cwane podejście do życia i niczego między nimi nie było. Znajomość stworzona li tylko po to by kłuć w oczy przechodniów, bóstwa i królów. A ten kretyn oddał jedno ze swych ostatnich żyć dla sławy.

Spadające słońce

  • Spada coraz szybciej. – Powiedział swoim przemądrzałym tonem.

  • Niechybnie czeka nas zagłada. – Odparł sceptycznie.

  • Młody, Ty serio nie rozumiesz. Jesteś ignorantem. Jak spadnie, to przypierdoli, jak przypierdoli to wszyscy, kurwa, zginiemy. A jak zginiemy…

  • … to będziemy martwi i nasza misja pójdzie się jebać. Coś Ci więc powiem, mój drogi seniorze… Ona i tak jest już martwa, wydziobały jej oczy, nie przyda się do niczego. Jak chcesz jak pojebany zapierdalać przez łąki i pola do ciepłych krajów to powodzenia. Ja mam to w dupie. Wolę pójść i powyrywać jakieś młódki.

  • Długo jeszcze będziecie się przedrzeźniać, idioci? – Mruknął trzeci, najniższy jegomość w srebrno – czerwonym płaszczu.- Bo mam już serdecznie dość tego jak się kłócicie. Szef miał rację, że wilkom ufać nie należy. Zmęczyłem się Waszym towarzystwem. Ale nie zapominajcie, bando ignorantów, że to ja jestem Kroczącym Wśród Cieni. Beze mnie nie wrócicie do domu, więc pyski w kubeł i szukać mi tej małej, słodkiej jak płatek róży dziewuszki.

Mistrz Mo czekał na trójkę towarzyszy przyprawiając zniecierpliwieniem czarną niczym smoła herbatę. Powietrze pachniało zimą.

  • Mam nadzieję, że jesteś cała, Skarbie – westchnął wpatrując się w ciemność skłębioną w kubku. – Od dziecka bała się, że przyleci Stara Łabędzica i odbierze jej to co było najcenniejsze, cenniejsze od życia, czy miłości – wolność. A teraz wleką ją sznurem do Pałacu Ojca, żeby… jej życie było takie. Spędzi je na wydawaniu rozkazów kotom i przepiórkom, jako ukochana córeczka tatusia, jako Arcyksiężna. Życie nie jest tego warte.

Wtedy wzrok Mistrza Mo przykuło spadające słońce. – A jednak – pomyślał – Jednak Ci się udało, Księżniczko. Nie daj się, krocz przed siebie, ale.. czy to nie jest zbyt wysoka cena? Pogrążyłaś już kilka razy świat w pożodze i ciemnościach… Nie wiem czy Twój lud zniesie to kolejny raz.

Jej wzrok spoczywał na rannym ciele człowieka – kota. Na ciałach setek tysięcy innych, którzy zginęli w imię jej chorej, dziecinnej rewolucji. Zginęli z jej imieniem na ustach, choć nigdy go nie poznali. Wiedziała, że aby uratować ich przed gniewem Króla Niebios jest tylko jeden ratunek, najsilniejszy z możliwych ataków, jakim dysponowała. Znów ściągnęła Słońce na ziemię, by znów zmienić Erę, Wieki, Dzieje. Historie, których nikt nigdzie nie opisze i nie opisał. Wymazała swoje imię z talii kart. Uniosła czoło cierpiącego wciąż Umbry, pozostawiając go z piekącym pocałunkiem w samotności. Odeszła w kierunku blasku, który okalał horyzont.

Ciekawe, kiedy znów ją dopadnie? Nieważne, do tego czasu zgromadzi nową armię, potężniejszą. Srebrna, atłasowa opończa na jej ramionach iskrzyła się czerwonym światłem spływającej krwi.

Wiatr z północy…

… dął z całych sił. On osłaniał jej twarz skórzaną, poszarpaną kurtką, ona cicho łkała wtulona w jego zniszczone wojną ciało. Ta wojna, ten kres rzeczywistości był jej winą. Wspominała długo to przywitanie będące jednocześnie rozstaniem na przystani w Sankt Petersburgu. Pamiętała, że padał wtedy zielony śnieg, a przez niebo przetaczały się szaro-różowe chmury w kształcie kruków. Niebo huczało od plotek. Tylko on nazywał ją Storczykiem, cała reszta świata wolała nazywać ją Księżniczką. Korzystał oczywiście z przywilejów, których nigdy mu nie zaoferowala. Nigdy nie mogła zatrzymać się w jednym miejscu na dłużej z uwagi na łowców rozsyłanych z wielu światów tylko po to by odprowadzić ją do Pałacu, bądź przynieść komuś-tam jej głowę. Jednakże tam gdzie udało jej się znaleźć odrobinę spokoju, dach nad głową paliła zawsze świece w oknie. Nie były to zwykłe woskowe świece, lecz “import”, taki trochę nielegalny z królewskich zasobów. Świece, które po odpaleniu śpiewały najsmutniejsze piosenki Edith Piaf i wzywały kochanków do pojednania się.

Niekiedy miała wrażenie, że nadszedł dzień kiedy wreszcie powróci z frontu, lecz czas nieubłagalnie leciał wprzód i nic się nie zmieniało. W między czasie tyle razu zdołała zmienić twarz i miejsce pobytu,  że nawet gdyby jeszcze żył to nie rozpoznałby w niej nic z dawnych lat. Z dawnego Sankt Petersburga.

Tymczasem on podróżował wraz ze swoimi mistrzami po świecie, uciekając przed poborem do armii i wcielając się w coraz to zabawniejsze role w wędrownym cyrku. Komediant i zabawiacz tłumów – tak o nim pisali w prasie, najlepszy wodzirej przyjęć i imprez masowych. Miał nadzieję, że ona w końcu przeczyta w prasie coś na jego temat, jednak niewinne kłamstwo na samym początku, o tym, że wstępuje do armii sprawiło, iż kupując gazety przeglądała tylko tabliczki z nekrologami, nigdy pierwsze i drugie strony gazet.

Jednak wiatr na przystani, w dokach Sankt Petersburga dął coraz mocniej… prowadząc statki do mrocznego portalu w Uves-rochaliee. Znala przyszłość, znała, gdyż przeczytała ją w jego oczach na chwilę przed tym zanim puścił jej dłoń i ruszył w stronę trapu.

- Umbro, wiedz, że nie wrócisz juz do mnie z tej wędrówki. Znajdziesz inną kochankę, gdzieś w cyrku. Będzie zwykłą kobietą o fioletowych ustach.

- Jeśli ją znajdę, nigdy nie przyrównam jej do Ciebie, Storczyku.

- Nie chodzi o przyrównywanie, Najdroższy. Chodzi o kochanie. Pokochasz ją bardziej ode mnie. Będziesz miał z nią dzieci.

- Nawet jeśli pokocham ją bardziej i będę miał z nią dzieci i tak nigdy nie przyrównam jej do Ciebie.

- Nie chodzi o przyrównywanie, Najdroższy. Chodzi o to, że kiedy pokochasz ją bardziej ode mnie ja będę dwa razy bardziej samotna, a Twoja miłość przestanie ogrzewać mi dłonie.

- Nawet jeśli pokocham ją bardziej, a Ty będziesz bardziej samotna, ergo będzie Ci zimno to będziesz pamiętać, że kochałem Cię tu i teraz w Sankt Petersburgu.

- Nie chodzi o to kiedy i jak mnie kochałeś, ani o to, że zamarznę z cierpienia. Chodzi o to, że jeżeli teraz odjedziesz to będzie koniec na zawsze, na wieki wieków. Już nigdy nie będziesz szczęśliwy.

- Nawet jeśli nie będę szczęsliwy wtedy, to będę pamiętał, że miałem Ciebie i kochałem Cię tu i teraz, i że z własnej głupoty straciłem Cię na wieki wieków, bo wierzyłem jak głupiec, że muszę Cię oszukać, że wyruszam na front, żebyś była ze mnie dumna, a tymczasem zatrudnić się w jakimś mniej godziwym zawodzie, jak na przykład cyrkowiec, aby przynieść Twojemu ojcu wiele pieniędzy, byś była wolna i mogła ze mną zamieszkać.

- Nie chodzi… o to co mi mówisz. Ważne, że mam Cię tu i teraz.

« Starsze wpisy